Co u nas nowego?
Pisanie i rysowanie

2010-06-28 

 

Image
MAMA I TATA

Odkąd Michał „odkrył” pisanie i rysowanie, obie te umiejętności stały się jego pasją i rozwija je w oszałamiającym tempie. Codziennie tworzy przynajmniej kilkanaście rysunków. Najchętniej rysuje wymyślone przez siebie potwory, dinozaury i maszyny. W drodze wyjątku czasem narysuje też rodziców, siebie lub całą naszą rodzinkę. Ale nie daje się namówić na narysowanie kwiatków lub serduszka. To chyba za mało męskie ;)

 

Image
SUPER SYN SUPER TATY

Jego postępy w pisaniu są niesamowite. Potrafi napisać praktycznie wszystko co usłyszy. Ma oczywiście problemy z ortografią. Ale ciekawym jest, że jeszcze nigdy nie napisał jakiejś literki odwróconej, czyli odbicia lustrzanego. Nie pomylił na przykład nigdy d z b. Takie błędy w czasie nauki pisania są naturalnym etapem. Uważamy, że Michał jest skrajnym „wzrokowcem”, dzięki czemu wychwytuje niuanse w obrazach. Przez to właśnie nauka pisania nie stanowi dla niego problemu.

 

Michał zaczął się też interesować książkami. Uwielbia, gdy mu się czyta, więc połykamy stosy książeczek, które kiedyś przerabialiśmy z Zuzią. Teraz na topie są wiersze Brzechwy i niebagatelne opowiadania dr. Seussa, które tak na marginesie bardzo polecamy! Taka refleksja nas czasem nachodzi, że kiedyś byliśmy przerażeni wizją, że Michał może nigdy nie mówić, a teraz zaczytujemy się książeczkami i prowadzimy bardzo ciekawe rozmowy z synkiem. Dziś na przykład rozbroił nas jednym powiedzonkiem. Bardzo nas prosił o włączenie komputera, bo chciał sobie popisać. Gdy wreszcie się zgodziliśmy, Michał nam wypalił: „Jesteście po prostu cudowni!”. No i jak tu się nie rozkleić? On to potrafi nas zmiękczyć...

 
Pożegnanie przedszkola
Na zakończenie roku szkolnego w przedszkolu odbyło się wspaniałe przedstawienie z udziałem starszaków. Do tej pory cieszyliśmy się gdy Michał tylko stał z grupą dzieci, a rewelacyjnie było jeśli dał się przebrać w jakiś strój. Jego tegoroczne występy przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Michał brał czynny udział w występach: wyrecytował wierszyk „Miś” Brzechwy w stroju niedźwiedzia, śpiewał razem z grupą, tańczył poloneza. No po prostu wzruszyliśmy się jak stare sienniki... Ale rozbawił nas do łez swoim indywidualnym występem, w którym powiedział coś od siebie. Każde dziecko po kolei wychodziło na środek i recytowało wcześniej ułożoną rymowankę o sobie. Michał też miał wyrecytować swoją kwestię i umiał ją doskonale na pamięć. W czasie występu zdecydował się jednak improwizować i opowiedział, że lubi rysować potwory, że są straszne i jeszcze na odchodne że lubi obiadki. To ostatnie może było pod publiczkę i nie do końca zgodne z prawdą, ale z tym rysowanie potworów najszczersza prawda. Jego asystentka próbowała interweniować w trakcie, gdy zorientowała się, że nie mówi wyuczonej kwestii. Michał jednak powiedział to, co chciał, czym ją nieźle rozbawił. Zobaczcie zresztą sami jak to było. Zwróćcie uwagę na radochę jaką mu sprawiało występowanie solo i w grupie.

 

 
Michał będzie pierwszakiem

2010-05-14

 

Sprawa szkoły jest już zdecydowana. Udało nam się dostać do tej szkoły, do której chcieliśmy. Co ważniejsze, udało nam się umieścić Michała w klasie, w której są bardzo dobre nauczycielki. Od przyszłego roku pójdzie do pierwszej klasy integracyjnej. Przez kilka tygodni Michał spędzał jeden dzień tygodniowo w tej grupie i Panie powiedziały nam, że zaaklimatyzował się bardzo łatwo i że dzieci fajnie go przyjęły. Powiedziały też, że nasz synek jest bystry i że jego umiejętności czytania, pisania, liczenia są na wyższym poziomie niż średnia grupy. Wywnioskowały, że w zerówce będzie się okropnie nudził, że ciężko będzie go zmotywować żeby rysował szlaczki, gdy on dość płynnie czyta i bardzo dobrze pisze. Zatem klamka zapadła: Michałek będzie pierwszakiem. Nie wiemy tylko jak nam wyjdzie pogodzenie szkoły z całą masą terapii, którą mamy w tygodniu. Nie będzie to łatwe, ale pomyślimy o tym w odpowiednim momencie.

 
Dylematy mamy i taty

2010-02-21

 

ImageZbliża się dla nas czas podjęcia bardzo ważnej decyzji. Michał w tym roku kończy zerówkę. Musimy wybrać mu szkołę. Po wielu dyskusjach z jego terapeutami, ze znajomymi rodzicami dzieci autystycznych zdecydowaliśmy, że poślemy go do szkoły integracyjnej. W normalnej szkole z pewnością sobie nie poradzi, a do specjalnej jest za dobry. Cieszymy się z tego, bo jest to dość wymierny wyznacznik poziomu jego rozwoju. Jeszcze rok temu myśleliśmy o szkole specjalnej. Teraz wiemy, że jest w normie intelektualnej, umie czytać pojedyncze słowa, zaczyna pisać, a i społecznie radzi sobie coraz lepiej. Obok prezentujemy autoportret (to ta postać z prawej, ma się rozumieć) z własnoręcznym podpisem Michała. Musimy jeszcze zdecydować do której szkoły go poślemy i czy zacznie naukę w pierwszej klasie, czy powtórzy zerówkę. Kolejnym pytaniem, na które jeszcze nie mamy odpowiedzi jest: czy da sobie radę w szkole bez asystentki, która jest z nim w przedszkolu? Być może wszystko wyjdzie „w praniu”.

Chcemy, aby ta szkoła nie była molochem, żeby Michałowi było łatwiej odnaleźć się w nowym otoczeniu. Z pewnością nie będzie mu łatwo. No, a najważniejszą kwestią jest sam nauczyciel wspomagający, który będzie się zajmował w klasie dziećmi „z problemem”. Od niego najwięcej zależy. Położenie szkoły jest już rzeczą drugorzędną, bo przywykliśmy do codziennego kursowania po Warszawie na różne terapie. Nawet jak już się zdecydujemy na konkretną szkołę, to nie możemy mieć pewności, że Michał zostanie tam przyjęty. W jednej klasie może być najwyżej pięcioro dzieci z orzeczeniem o niepełnosprawności, w tym jedno lub dwoje z autyzmem. Trzymajcie więc kciuki, bo od tej decyzji wiele zależy!

 

 
Na krechę

2010-02-14

 

ImagePierwszy tydzień ferii zimowych spędziliśmy w górach. Pojechaliśmy na obóz narciarski. Było to dość ryzykowne przedsięwzięcie, ponieważ nikt z nas jeszcze nigdy nie próbował jeździć na nartach. Na wszelki wypadek zabraliśmy ze sobą sanki. Obóz zorganizowany był pod kątem dzieci z autyzmem i zespołem Aspergera. Ale organizatorzy sami nie wiedzieli jak dzieci dadzą sobie radę na nartach, bo organizowali taki obóz po raz pierwszy. Dla wszystkich: rodziców, dzieci, organizatorów i instruktorów było to nie lada wyzwanie! Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu, przez te 6 dni prawie wszystkie dzieci nauczyły się nie tylko zjeżdżać, ale nawet sprawnie manewrować. Wszyscy uznali obóz za wielki sukces. Nasz Michał doskonale potrafił utrzymywać równowagę na nartach i nie wywracał się zbyt często, ale nie do końca opanował technikę skręcania. W efekcie został mistrzem zjeżdżania „na krechę”. Trzeba było tylko przed nim jechać i przeganiać innych narciarzy z toru jego jazdy w trosce o ich zdrowie. Zuzia natomiast pierwsze dwa dni trochę marudziła, że narty nie chcą jej się słuchać. Trzeciego dnia załapała, że nimi da się sterować i ogarnęło ją białe szaleństwo. Poczuła wielką frajdę z jeżdżenia i widywaliśmy ją na stoku tylko wtedy, gdy kończył jej się karnet na wyciąg. Podjeżdżała z impetem i mówiła: „Tata, daj dychę na karnet”. No i okazało się, że sanki nie zostały ani razu wyciągnięte z bagażnika samochodu. A jadąc tam bardzo wątpiliśmy, że Zuzia nie zniechęci się po pierwszym dniu, a Michał chociażby da się wpiąć w narty. Oj, bijemy się w piersi i przyznajemy, że mało w nas było wiary. A może po prostu nie chcieliśmy zapeszać...

 

 

 
««  start « poprz. 1 2 3 4 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 10 - 18 z 30

Zamów newsletter