Co u nas nowego?
Michał "na pilota"
2009-06-08
 
ImageJuż czerwiec, wielkimi krokami zbliża się dla nas wszystkich czas odpoczynku. Już prawie zapomnieliśmy jak to jest… upragnione wakacje! Ale zanim o naszych planach wakacyjnych, opowiemy co się działo z nami przez ostatnie miesiące. Miszka dzielnie wypełniał swój codzienny kierat terapeutyczny, a żeby tego było mało zdecydowaliśmy się na mega przedsięwzięcie - trening słuchowy. Trening słuchowy prof. Tomatisa polega na słuchaniu odpowiednio dobranego i przefiltrowanego materiału dźwiękowego. Dźwięki o wysokiej częstotliwości stymulują i pobudzają mózg, dzięki czemu obserwuje się poprawę koncentracji, zdolności zapamiętywania i uczenia, następuje rozwój zdolności językowych i komunikacyjnych oraz poprawa zachowań społecznych. No, brzmi obiecująco Smile. Problem jednak w tym jak przekonać naszą kochaną rogatą duszę do założenia słuchawek? Mało tego – do spędzenia w nich 2 h dziennie przez 4 tygodnie słuchając Mozarta oraz chorałów gregoriańskich a w finalnym etapie do mówienia do mikrofonu i słuchania swojego przetworzonego głosu! Zadanie karkołomne, ale UDAŁO SIĘ. Nie pytajcie ile inwencji to wymagało od nas i ile cierpliwości od Michała,
ale daliśmy rade! Zawaliliśmy masę rzeczy, bo te sesje rozregulowały nasz i tak napięty grafik. Ale było warto!
 

Pierwszy sprawdzian wpływu tej terapii na zachowanie Michała odbył się w centrum handlowym do którego udaliśmy się kupić dzieciom sandały. Mieliśmy nadzieję, ze będzie mało ludzi i będzie spokojnie. Oj, jak bardzo się pomyliliśmy! Blady strach na nas padł, ale jakież było nasze zdziwienie, gdy Michaś szedł grzecznie za rączkę z Zuzią, mierzył buciki, nie uciekał, nie denerwował się. W tym gwarze i rejwachu, jaki tam panował, nasz synek nie tylko słyszał, ale SŁUCHAŁ! Stwierdziliśmy, że pierwszy raz można powiedzieć o Michale że jest „na pilota” tzn. że gdy mówimy do Niego nie będąc nawet blisko, to on REAGUJE, czyli np. przynosi o co go poprosimy, ubiera się, uśmiecha do zdjęcia Wink. Innym dobrym sprawdzianem było strzyżenie maszynką elektryczną. Zawsze był to ogromny problem i stres dla Michała, który wpadał w potworną histerię. My przeżywaliśmy to także wręcz traumatycznie. I proszę – ostatnie strzyżenie odbyło się w przyjaznej, spokojnej atmosferze, a Misiek z uśmiechem bawił się swoimi obciętymi włosami. Kolosalna różnica! Potem jeszcze wiele, wiele sytuacji potwierdziło pozytywny wpływ treningu. Michał zaczął też po prostu dużo wyraźniej mówić, co bardzo ułatwia mu kontakt z ludźmi którzy go nie znają.

 

Zachęceni tymi sukcesami odważyliśmy się wziąć udział w imprezie przedszkolnej przygotowanej na zakończenie roku. Zazwyczaj unikaliśmy takich rautów, bo Miszka słabo znosi śpiewy a imprezy przedszkolne…sami wiecie. Ale, uzbrojeni w olbrzymie pokłady cierpliwości i cukierków (uspokajaczy), poszliśmy. Michał zaskoczył wszystkich. Przebrał się za pirata, nawet dał sobie apaszkę na głowie zawiązać (opaski na oko już nie, ale bez przesady). Stał w szeregu z resztą dzieci i strasznie sterował statkiem zrobionym z jakiejś sklejki. Potem gdy starsze dzieci udawały wiatr na morzu Michaś poczuł chyba zew i ruszył do nich machając rękoma jak niezły huragan. Dzieci, jak już poszumiały, wróciły do szeregu, a nasz huragan się ostał na środku sceny i zdziwiony zerknął na publikę i powiedział: „o ile aparatów!”. Strasznie to rozbawiło rodziców bo faktycznie wszyscy nagrywali i fotografowali swoje pociechy. Michał przy delikatnej sugestii Pani wrócił do szeregu a jego kolega scenicznym szeptem mówi „Michał! Policzyłem – jest 34 aparaty!” Smile. Impreza była bardzo udana i Panie obiecały na przyszłość przygotować dla Michała rolę, w której będzie mógł zaprezentować nieco swej ekspresji.

 

Teraz nadchodzą wakacje jedziemy na rodzinne plażowanie i morskie kąpiele, potem Michał będzie miał dwa turnusy rehabilitacyjne w górach w Ochotnicy Dolnej i nad jeziorem w Iławie. Jak już wrócimy strasznie opaleni i strasznie wypoczęci to napiszemy Wam gdzie nas poniosło, co widzieliśmy i jakie nowe rzeczy pokazał nam Michał.

 
Postępy w mowie
2008-12-01
 
Chcemy zaprezentować nowy film z terapii logopedycznej, który został nagrany dokładnie rok po poprzednim. Oglądając oba te filmy dopiero jesteśmy w stanie uzmysłowić sobie jakie postępy w mowie poczynił Michał w tym czasie. Rok temu „wyciągaliśmy” od niego pojedyncze pierwsze słowa, teraz często trudno jest go uciszyć. Michał spontanicznie nie tyle mówi, ale po prostu rozmawia, potrafi pięknie opowiadać historyjki na podstawie obrazków z książeczki, prawidłowo odmienia słowa, bawiąc się zabawkowymi zwierzętami udaje ich głosy, bardzo szybko uczy się czytać (na razie na poziomie sylab). Jego mowa stała się też dużo wyraźniejsza. Postęp w mowie w ciągu tego roku odpowiada około dwóm-trzem latom rozwoju werbalnego zdrowego dziecka. Nadrabiamy zaległości! Zresztą zobaczcie sami.
 

 

 

 
Hipoterapia
2008-11-21
 
To, że Michał uwielbia konie, wiemy już od zeszłorocznego turnusu rehabilitacyjnego. Teraz w końcu dzięki wpłatom naszych dobroczyńców możemy sobie także pozwolić na regularne zajęcia z hipoterapii prowadzone przez Fundację Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym „Hipoterapia”. Zajęcia są bardzo różnorodne i pomysłowe. Dzięki temu, że jazda na koniku jest dla Michała tak ogromną frajdą, można tym łatwiej wejść z nim we współpracę. A przy tym często mają miejsce bardzo zabawne sytuacje. Kilka tygodni temu, gdy pani terapeutka pokazywała Michałowi różne części ciała konia, np. kolano, kopyto, on podniósł palec do góry i powiedział: „O! Siurek!”. No i prawidłowo, bo faktycznie był to koń – Portos. A w zeszłym tygodniu Michał pierwszy raz jeździł na innym koniu, na klaczy o imieniu Nutka. Pierwsze co zrobił, gdy zauważył, że to nie jest stary dobry Portos, ukucnął i powiedział: „O! Nie ma siurka”. A na pierwszych zajęciach Portos miał niezaleczoną do końca rankę na zadzie i Michał bardzo zwracał na nią uwagę pytając, czy go to boli. Potem na każdych następnych zajęciach szukał blizny i gładził zad Portosa. Zapraszamy do obejrzenia filmu z hipoterapii. Prosimy tylko o wybaczenie, że jakość dźwięku jest nienajlepsza.

 

 

 
Szok pourlopowy

2008-11-01

 

ImageJuż od dwóch miesięcy żyjemy naszym standardowym tempem życia, które jest tak zawrotne, że nadal ciężko jest nam przyzwyczaić się do tego rytmu. Szczególnie, że mamy nowe, dodatkowe zajęcia w tym roku szkolnym. Raz w tygodniu Michał ma zajęcia z hipoterapii prowadzone przez Fundację Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym Hipoterapia, a dwa razy w tygodniu terapię integracji sensorycznej prowadzoną przez Fundację Rozwiązać Autyzm. Poza  tym zajęcia logopedyczne w Centrum Sotis zostały przeniesione do nowego budynku na Bemowie, dokąd mamy fatalny dojazd (około 45 minut do 1 godziny w jedną stronę). Łącznie poza przedszkolem Michał ma średnio 2 godziny dziennie zajęć w pięciu różnych ośrodkach. My też doszkalamy się i uczęszczamy na szkolenia dla rodziców (2h raz w tygodniu). Zuzia rozpoczęła naukę w szkole, więc nasza uwaga jest jej teraz szczególnie potrzebna. Chodzimy też z nią na naukę pływania raz w tygodniu. Razem tego wszystkiego (obowiązków, rzeczy o których trzeba pamiętać, pośpiechu, żeby gdzieś zdążyć, stresu, że coś nie pójdzie zgodnie z planem, że Michał nie podoła, starania, żeby nie zaniedbać Zuzi i ważnych innych spraw, planowania dnia następnego) jest przytłaczająco dużo i jesteśmy wszyscy, łącznie z Michałem, zmęczeni. Jednak efekty jednoznacznie pokazują, że warto. Michał wyraźnie nadrabia „stratę” do rówieśników. Rozumie ogromnie dużo i mówi często pełnymi zdaniami, potrafi odmieniać poprawnie słowa. Dziś rano chociażby miał drobne nieporozumienie z siostrą i podniesionym głosem zwrócił się do niej: „Ej, cestań Zuzia! Co Ty wyplawias?”. W przedszkolu i u logopedy rozpoczęła się nauka literek i tu Michał może się poszczycić znajomością wszystkich samogłosek. No i zaczął śpiewać, czym nas rozczula okropnie. To wszystko dodaje nam sił, pozytywnej energii i motywacji. Dlatego pomimo notorycznego zmęczenia i stresu chodzimy szeroooko uśmiechnięci :) A akumulatory ładujemy w weekendy, które są świętością – żadnej terapii, pośpiechu, obowiązków jak najmniej, tylko lenistwo w domowych pieleszach w piżamach aż do obiadu, spacerki i wspólne zabawy. Najważniejsze, że Michał nadal chętnie chodzi na te zajęcia – i oby tak dalej było! Trzymajcie kciuki.  

 
Wakacyjne lenistwo

2008-10-22

 

ImageWakacje mieliśmy bardzo udane. Nad morzem wygrzewaliśmy się, bezwstydnie leniuchowaliśmy i odpoczywaliśmy – również od terapii. Nasze dzieci uwielbiają wodę, więc szaleli walcząc z falami, Zuzia nawet nauczyła się nurkować z maską. Michał ma zaburzenia sensoryczne czucia głębokiego, więc uwielbiał być zakopywany po szyje. Wtedy każda partia jego ciała była mocno dociśnięta, co powoduje zwiększenie wydzielania serotoniny. Michał ulegał takiemu uspokojeniu, że prawie zasypiał i trzeba było go szybko odkopywać Wink
  
Drugi wyjazd był na turnus rehabilitacyjny i choć nie był takim słodkim lenistwem, to spędziliśmy go bardzo przyjemnie. Był to zdecydowanie wypoczynek aktywny. Poza zajęciami terapeutycznymi codziennie fikaliśmy w basenie i co drugi dzień chodziliśmy po górach. Michał zdobył dwa pierwsze swoje góry na własnych nóżkach, a nie na grzbiecie taty-wielbłąda:Lubań (1211 m n.p.m.) w Gorcach i Sokolicę (747 m n.p.m.) Imagew Pieninach. Okazało się, że największą frajdę miał na szlakach stromych, gdzie trzeba było wyżej unosić nogi i czasem podeprzeć się rękoma. Chodzenie po szlakach łagodniejszych po prostu go nudziło.
 
Na turnusie spotkaliśmy rodziny, z którymi poznaliśmy się na turnusie rok temu. Usłyszeliśmy wiele pochwał na temat postępów Michała. Dla nas najbardziej zauważalną zmianą było to, że w tym roku znacznie łatwiej było się „dogadać” z synkiem. Przez to, że Michał znacznie więcej rozumie mowę i w ogóle otaczający świat, radykalnie mniej było sytuacji konfliktowych, czy sprzeciwów Michała. Tylko raz dostał niemal szału w Zakopanem na Krupówkach, gdzie ilość bodźców potrafi porządnie zmęczyć i rozdrażnić dorosłego, zdrowego człowieka. Michała to przerosło i rzucał się na ziemie wrzeszcząc, bo nie kupiliśmy mu trzeciego loda. Z pewnością byliśmy postrzegani przez większość osób z otaczającego tłumu jako niedoświadczeni rodzice z bezstresowo wychowywanym gagatkiem. Sami też zapewne parę lat temu w taki sposób moglibyśmy ocenić taką scenkę. Michał w końcu dostał tego trzeciego loda i szybko umknęliśmy z Krupówek do bardziej spokojnej okolicy, gdzie Michał od razu się wyciszył i uspokoił. Jego system nerwowy zdecydowanie jeszcze nie radzi sobie z taką ilością i natężeniem bodźców. Na turnusie byliśmy bez Zuzi, która była wtedy rozpieszczana przez babcię. Mieliśmy zapewnione pełne wyżywienie, nie musieliśmy zajmować się domowymi obowiązkami, nie myśleliśmy nawet o pracy, więc 100% naszego czasu i uwagi mogliśmy poświęcić Michałowi. To był czas zarezerwowany wyłącznie dla niego, ale korzyści zdecydowanie obopólne.
 
««  start « poprz. 1 2 3 4 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 19 - 27 z 30

Zamów newsletter