comprar viagra contrareembolso  Dla Michałka - Co u nas nowego?
acheter cialis pas cher
Propecia finasteride precio, Propecia venta mexico, Propecia nuevo pelo , Precio viagra pfizer, Viagra comprar españa, Viagra con receta medica, Viagra españa farmacias, Sildenafil citrate 100mg, Efecto viagra, Viagra precio mexico, Sildenafil 50 mg para que sirve, Precio viagra con receta, Comprar propecia españa , Precio viagra en andorra, Generico propecia españa
Vendo xenical laboratorio roche, Precio del xenical en andorra, Venta cialis madrid, Levitra precio farmacia, Propecia precio españa, Dapoxetina generico, Donde comprar viagra sin receta en madrid, Xenical roche precio argentina, Viagra gratis, Precio de xenical generico, Levitra como se toma, Comprar cialis en murcia, Precio viagra 100 mg, Comprar viagra online sin receta, Farmacia cialis
Co u nas nowego?
Kwardans Prawdy z Mistrzem Sucharów

2015-03-29

 

comprar cialis generico

Jednym ze znaków firmowych ludzi ze spektrum autyzmu jest brak zrozumienia dowcipów. Michał nie jest bynajmniej poważny i lubi różnego typu żarty, ale niewiele dowcipów rozumie bez wyjaśnienia. Ma za to potrzebę zaistnienia w towarzystwie, więc próbuje opowiadać dowcipy. Nie idzie jednak na łatwiznę i wymyśla je sam. Są to żarty z gatunku absurdalnych, albo raczej po prostu suchary. Ale w końcu jeden mu się udał!!! „Czy wiecie czego najbardziej boją się koty? DOGOTERAPII”

 

Tak, autyzm niesie ze sobą mnóstwo problemów i w większości poważniejszych niż słaby dowcip. Ale są też z nim związane cechy, które są uznawane za zalety, jak np. szczerość, uczciwość, prostolinijność, prawdomówność. Michał nie jest tu wyjątkiem i dysponuje tymi „zaletami”. My, zepsuci rodzice, staramy się jednak przytępić mu te cechy, bo Michał ma je w 100% i kieruje się nimi w każdej sytuacji.

 

SZCZEROŚĆ: Wielokrotnie zdarzało się, że Michał walnął komuś coś po szczerości, co niekoniecznie ta osoba chciała usłyszeć. Jest postęp! Kiedy babcia obsztorcowała go za jakiś wybryk, Michał po dłuższej chwili jakby z innej beczki spytał: „Babciu, a kiedy wracasz do swojego domu?”. Great success, czyż nie?

 

UCZCIWOŚĆ: Nie daj Boże przekroczymy troszeczkę prędkość na drodze, Michał upomina nas jak brzęczek przy niezapiętych pasach. Permanentna inwigilacja! Jak nie zna odpowiedzi w teście wyboru, to nie strzela, bo przecież nie zna odpowiedzi. Jeśli ktoś nie rozumie tej argumentacji, to przepraszam, ale jest już spaczony neurotypowym światem jak my;) Próbowaliśmy mu wytłumaczyć, że zwiększył by szanse dobrego wyniku w teście gdyby strzelał w takiej sytuacji. Nie przekonaliśmy go, więc autorytarnie po prostu kazaliśmy mu następnym razem strzelać. Połowiczny sukces. Michał strzela, bo mu kazaliśmy i za każdym razem podkreśla, że to oszustwo.

 

PROSTOLINIJNOŚĆ: Brakuje koleżance Ani na tosta w sklepiku szkolnym? Nie ma sprawy, Michał ma pieniądze w portfelu, to dlaczego ma nie dać komuś, kto ich nie ma? O, Patrycja, Sławek i Ola też nie mają, to trzeba im dać. Oj, łatwo synka jest urobić. Przyznaję szczerze, że my też to czasami wykorzystujemy, żeby przeforsować naszą wolę. Ale ostatnio ja byłem owieczką a on wilkiem. Byliśmy w centrum i nie chciałem, żebyśmy poszli na obiad do McDonalda, więc dałem mu wybór kilku knajpek: naleśniczki, pizza, schabowy, sushi. Michał dociekał dlaczego nie McDonald, więc mu powiedziałem, że nie tylko ważne jest to, co on chce, ale także to, co ja chcę. Wiadomo, trzeba młodzież uczulać na potrzeby innych, wzbudzać empatię. Dłuższa pauza. Michał pyta: „Tato, a w tych restauracjach to pozwalają zabrać jedzenie na wynos?” Przyznaję, nie zreflektowałem się, nie podejrzewałem synka o intrygę. „To wiesz co Tato? Ty weźmiesz dla siebie sushi na wynos i pójdziemy do McDonalda na kurczaczka i colę! Prawda, że to kompromis?”

 

PRAWDOMÓWNOŚĆ:  Brak sukcesów. Męczy Cię zakłamanie tego świata? Oferujemy terapeutyczny „Kwadrans Prawdy z Michałem B.”

 

Image 

 

 

 
Kowal

2015-01-28

 

Nauka samodzielności to trudna sztuka, mieliśmy szansę się o tym przekonać. Michał zafundował nam  w tym zakresie lekcje w trybie przyspieszonym. W związku z odejściem naszej asystentki po siedmioletniej bardzo owocnej współpracy w domu toczyliśmy rozmowy jak połączyć dowożenie Michała na terapię z pracą. Dostaliśmy sygnał od terapeutki Synapsis, że warto byłoby pomyśleć o tym by Michał sam zaczął korzystać z komunikacji miejskiej. Jego rówieśnicy sami wychodzą ze szkoły, sami jadą do domu… Sygnalizowaliśmy więc Michałowi, że musi starać się być samodzielny i jadąc z nim komunikacją czy przechodząc przez ulicę to on kierował wyprawą ale pod naszym czujnym okiem. Nie mieliśmy zaufania, że Michał sam sobie poradzi, będzie ostrożny, nie zagapi się i dotrze na zajęcia na czas.

 

Do czasu, aż będąc w pracy dostaliśmy sms od wychowawczyni szkolnej: „Jadę właśnie metrem z Michałem mam nadzieję, że to kontrolowana nauka samodzielności?” - niestety nie była kontrolowana. Michał sam zdecydował, że już jest bardzo samodzielny i bardzo gotowy na samodzielną podróż metrem na drugi koniec miasta do Synapsis, więc wyszedł ze szkoły i udał się na zajęcia. Nie miał przy sobie telefonu, nie było z nim kontaktu. Całe szczęście, że wychowawczyni czujnie wysłała nam wiadomość, bo nie wpadło by nam do głowy, że Michał wykręci nam taki numer. To było dłuuugie pół godziny wypełnione najgorszymi myślami co może oznaczać jeśli Michał do ośrodka nie dotrze... I upragniony telefon z Synapsis, Michał dotarł na miejsce - ufff. Szczęście, ulga i dylemat jak zareagować. Zdecydowaliśmy dać Michałowi sygnał, że świetnie sobie poradził, że jest dzielny ale… i tu typowe rodzicielskie ględzenie Wink.

 

Image

 

Okazało się, że Michał miał już ogromną potrzebę decydowania o sobie. Oczywiście jeszcze przez jakiś czas podczas samodzielnych wypraw jedno z nas podążało incognito jego tropem by upewnić się, że jest czujny, zorganizowany i ostrożny. Jesteśmy też umówieni, że Michał dzwoni do nas przed wyjściem ze szkoły i po dotarciu na miejsce. Okazało się, że przestrzega wszystkich reguł i nieźle sobie radzi. Nawet jak przegapił stację metra potrafił się przesiąść i wrócić. Ma też taki mały rytuał, że idzie do sklepu kupić sobie jakiś drobiazg na drogę i uśmiech ma od ucha do ucha. Niewiarygodne jak dużo radości i wiary we własne możliwości może dać dziecku odrobina autonomii. Michał tak się rozpędził z tą samodzielnością, że w ciągu jednego tygodnia wyrwał sobie dwa zęby. Chyba zbyt dosłownie zrozumiał powiedzenie „być kowalem swojego losu”.

 

Nasze przygody i doświadczenia dały przyczynek do przełamywania kolejnych lęków i rodzicielskiej nadopiekuńczości. Na ferie zimowe dzieci bardzo chciały pojechać do babci. Pomysł by same udały się w podróż pociągiem Warszawa-Szczecin UDANY. Dzieci dojechały, przeszczęśliwi rodzice i babcia cali w nerwach ale ostatecznie szczęśliwi i dumni. Projekt zakończony 100% sukcesem i drogę powrotną również pokonały samodzielnie.W drugim tygodniu ferii zimowych Michał pojechał na obóz zimowy do Ogrodzieńca. Jest już tam czwarty dzień i ze zdjęć zamieszczanych na stronie widać uśmiechniętego, towarzyskiego, dzielnego, młodego człowieka pełnego wiary we własne możliwości. Nie dzwoni do rodziców, widocznie dobrze się bawi i nie ma czasu, bo zarobiony jest Cool. My czyhamy oczywiście na każde zdjęcie czy informację zamieszczaną na stronie przez opiekunów, ale tak naprawdę z czystej ciekawości bo bardzo jesteśmy spokojni o to, że sobie poradzi.


 

 
Odcinanie pępowiny

2014-08-26

 

comprar cialis generico

Czas na kolejne kroki i wyzwania w terapii Michała. Odcinanie pępowiny – to może być szczególnie trudne dla nas, rodziców. Michał pod koniec roku szkolnego wyjechał na trzydniową zieloną szkołę ze swoją klasą. Wysłaliśmy go także w czasie wakacji na tygodniowe kolonie z terapeutami z Fundacji Prodeste. Na tych wyjazdach Michał był sam, bez rodziców, dziadków czy siostry, ale wśród znanych sobie dzieci i dorosłych. Były to wyzwania, ale czuliśmy się bezpiecznie znając opiekunów i mając do nich pełne zaufanie. Michał mocno przeżywał te wyjazdy, ale nie bał się. A my staraliśmy się nie okazać mu naszego stanu ducha, bo byliśmy pełni obaw. Po pierwsze, obawialiśmy się sytuacji „koleżeńskich” – co innego w szkole spędzanie czasu głównie w ławkach, a co innego cały dzień na wspólnej zabawie. Czy Michał nie zostanie odrzucony, czy nie spotkają go jakieś przykrości? Po drugie, Michał nie jest tak samodzielny jak rówieśnicy, nawet jeśli chodzi o podstawowe czynności. Jest to wynikiem tego, że Michał nabierał wszystkie umiejętności znacznie później niż rówieśnicy, z poślizgiem kilku lat. Co więcej, mnóstwo naszej i jego energii pochłaniała terapia i wypracowanie ważniejszych, bardziej podstawowych umiejętności. Wyręczaliśmy go więc w wielu czynnościach. Wizja tych wyjazdów skłoniła nas do zwrócenia większej uwagi na usamodzielnienie go w czynnościach codziennych.

ImageUcząc go, musimy konstruować schematy – co trzeba zrobić w jakiej kolejności krok po kroku. W ten sposób uporządkowujemy mu chaos informacyjny. Takie schematy są jakby protezą, bo pozwalają mu ogarnąć szereg czynności, wśród których sam nie widzi zależności. Oczywiście, jak to autyści mają w swej naturze, te schematy zapamiętuje bardzo dosłownie i potem trzyma się ich kurczowo. Jeśli więc coś będzie inaczej, schemat mu się rozsypie. Jest to jednak jedyny sposób na rozpoczęcie pracy nad nowymi „życiowymi” sytuacjami, których Michał nie jest w stanie zrozumieć i samodzielnie sobie przyswoić w tak naturalny sposób, jak człowiek neurotypowy. Dopiero gdy opanuje taki schemat, będzie czas na jego komplikacje i naturalne modyfikacje. Takim poligonem doświadczeń była kąpiel. Michał nauczył się schematu i już od dłuższego czasu kąpał się samodzielnie, ale wystarczyło, żeby na zielonej szkole była inna bateria pod prysznicem i Michałowi schemat się rozsypał. Oczywiście po pierwszej porażce już potem dawał sobie radę. Teraz jest więc bardzo ważne, żeby schematy opanowane w domu testować i weryfikować poza nim. Michał powinien być wystawiany na nowe sytuacje, nieznane miejsca, żeby jego umiejętności stały się bardziej uniwersalne, naturalne. Terapeuci namawiają nas także na to, aby Michał już zaczynał sam chodzić po mieście, np. ze szkoły do centrum terapii przez kilka przecznic. Na pewno na początku będziemy go śledzić, żeby nabrać pewności, że da sobie radę, nie będzie gdzieś zbaczał z trasy gdy coś go zainteresuje, że będzie wystarczająco ostrożny na przejściach dla pieszych… Oj, ciężko będzie zaufać w jego odpowiedzialność, ostrożność i koncentrację.
 
Punkt widzenia = punkt (własnego) siedzenia

2013-09-19

 

ImageNową pasją Michała są teraz prehistoryczne stwory. Oczywiście, jest to jakaś nowa fiksacja, ale na szczęście zdrowsza od komputera. Michał ma mnóstwo książek o dinozaurach, wyszukuje informacji w internecie, rysuje je i robi karty katalogowe dla poznanych gatunków. Operuje przy tym łacińskimi nazwami gatunków, zna na pamięć ich rozmiary, wagę, wie w jakim okresie żyły, czym się żywiły, do jakiej grupy należą itd. No i znów, niby nic w tym złego i można się pochwalić jakie ma mądre zainteresowania, ale jest to tak mocna fiksacja, że nie chce niczego innego rysować i epatuje innych wiedzą o dinozaurach nie zważając czy ktoś jest tym zainteresowany. Potrafi na przykład opowiadać o wymiarach i sposobie życia Mapuzaura trzylatkowi lub dopiero co poznanemu dziecku. Dał w prezencie rysunek Gigantopteryxa Kacprowi, koledze z zajęć grupowych, który z kolei ma silną fiksację na punkcie liczb. Problem jest też na lekcjach plastyki, bo Michał zaparł się, że umie rysować tylko dinozaury i potwory i nie chce rysować zgodnie z tematem lekcji. Oczywiście, nasze próby tłumaczenia mu, że jest zbyt monotematyczny i że dla innych nie koniecznie jest to interesujący temat, niewiele dają. Staramy się więc dawać mu odczuć jak to jest być z drugiej strony. Opowiadam mu wtedy z detalami o Boston Celtics, drużynie NBA, która zdobyła 8 z rzędu tytułów mistrza NBA... Sport jest dla niego tematem zupełnie niezrozumiałym, a ja potrafię opowiadać długo o Boston Celtics, więc zanudzam go i w ciągu kilkunastu sekund Michał już się denerwuje i każe mi przestać mówiąc że go to nie interesuje. No i wtedy staramy się mu uzmysłowić, że tak samo odbierają inne osoby jego gadkę o dinozaurach. Wtedy bardziej to do niego trafia, ale raczej na krótko. Nie wiem czy kiedykolwiek będzie potrafił spojrzeć z innego punku widzenia niż swój własny... To jest dla niego po prostu nie do przeskoczenia.

 

Trafnie obrazują to dwie sytuacje, które ostatnio miały miejsce. Michał w weekendy wstaje dość wcześnie, a my oczywiście potrzebujemy odespać tydzień pracy i wstawanie o 6:00. Prosimy go więc, żeby zajął się sam sobą z rana i nikogo nie budził. On mimo to oczywiście przychodzi do nas o 7:00, bo nie może np. znaleźć gumki do ścierania ołówka, a właśnie coś źle mu się narysowało i szuka jej w naszej sypialni. Za każdym razem tłumaczymy mu, że robiąc hałas budzi nas. Co więc zrobił nasz kochany synuś? Przyszedł z powrotem do nas po dwóch minutach, ale tym razem ze słuchawkami na uszach. Gdy go zdenerwowani zapytaliśmy dlaczego znów przychodzi i hałasuje, on odparł, że przecież jest zupełnie cicho bo ma słuchawki! No i nas tak rozbroił, że pękaliśmy ze śmiechu z samego rana w sobotę o 7:00. Druga sytuacja może być takim małym testem umiejętności postawienia się w nieswoim punkcie widzenia. Michał wykonał własnoręcznie zawieszkę na klamkę z napisem „STOP! Nie wchodzić”, żeby nikt mu do pokoju nie wchodził, jak chce być w nim sam. No i oberwało mi się któregoś razu jak wszedłem do niego. Skrzyczał mnie, że przecież zawiesił zawieszkę i że jestem niemiły, bo i tak mu wszedłem do pokoju! No dobra, zawiniłem, głupio mi. Jednak było by łatwiej gdybyś synku nie zawiesił jej na klamce od wewnątrz Twojego pokoju :)

 
Tu i teraz

2013-06-16

 

ImagePrzetrwaliśmy rok szkolny bez większych problemów. System motywacji działał nadal rewelacyjnie. Zmienialiśmy mu tylko zadania. I tak Michał nauczył się wykonywać polecenia w książkach zgodnie z instrukcją, a nie tak jak jemu się chce, wykonywać polecenia nauczycieli, podnosić rękę gdy chce coś na lekcji powiedzieć. Pod koniec roku szkolnego zaczęliśmy pracować nad tym, aby Michał już całkowicie sam przygotowywał się do szkoły, czyli odrabiał lekcje, pakował piórnik, plecak itd. Jak na razie nie ma specjalnego efektu, bo Michałowi jest strasznie trudno myśleć perspektywicznie, co będzie jutro czy za godzinę. Dla niego do pojęcia jest tak do końca tylko to, co się dzieje tu i teraz. Zmieniliśmy mu też nagrodę, bo komputer stał się dla niego tak atrakcyjny, że tracił zainteresowanie innymi aktywnościami w czasie wolnym. Stwierdziliśmy, że robienie z komputera nagrody spowodowało, że stał się dla niego wartością samą w sobie. Umówiliśmy się więc, że Michał może codziennie 30 minut działać na komputerze niezależnie od tego ile kamyczków uzbiera w szkole. Każdy kamyczek natomiast przeliczamy na 10 minut zabawy z rodzicem lub Zuzią na zasadach wymyślonych przez Michała. W ten sposób chcieliśmy przetestować, czy zabawa z rodzicem stanie się teraz wartością, a komputer przestanie być tak ważny. No i okazało się, że mieliśmy rację. Michał respektuje to pół godziny dziennie na komputerze i zaczął więcej czasu spędzać na innych zabawach, przy książkach i na zabawie z rodzicami lub z siostrą. Uff, ulżyło nam, bo obudził się w nas mały niepokój, że wpędzaliśmy Michała w uzależnienie od komputera. Polecamy wszystkim rodzicem podobny styl pozytywnej motywacji szkrabów, także zdrowych. Podsuwamy naszą tabelę na najbliższy tydzień jako ściągawkę.

 
««  start « poprz. 1 2 3 4 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 1 - 9 z 36

Zamów newsletter




comprar cialis contrareembolso, comprar levitra generico
acquisto viagra generico
kaufen viagra generika